wtorek, 19 sierpnia 2014

Chapter 1


        Budzę się wcześnie, słońce nie zdążyło wyjść zza chmur. Mimo zmęczenia schodzę na palcach do kuchni i przygotowuję sobie herbatę. Niedawno skończył się rok szkolny, a zaczęły wakacje. Mam zamiar zapisać się we wrześniu do drużyny lekkoatletycznej dlatego postanowiłam, że będę ćwiczyć.
        Szybko wypijam gorący napój. Trochę się parzę, ale to mi nie przeszkadza wyjść na dwór. Otwieram drzwi i wychodzę z domu Wkroczyłam na znaną sobie ścieżkę. Truchtem mogę przebiec nawet 15 kilometrów w pół godziny bez zatrzymywania się. To mój dotychczasowy rekord. To dobry wynik, ale muszę jeszcze popracować nad lepszym.
      Widzę miły kolor zielonych liści, ptaki śpiewają swoje melodie. Wsłuchuję się w nie i nie myślę o niczym. Nagle zwierzątka cichną, wiatr przestaje wiać. W lesie robi się nienaturalnie cicho. Myślę sobie, że coś musiało je przestraszyć, tylko co? "Na pewno myśliwy" mówię sobie i biegnę dalej. Nic się ni dzieję, ptaki nie śpiewają, nawet żuczki i pająki przestają wykonywać swoją pracę. Nagle słyszę dźwięk, który doprowadza mnie do gęsiej skórki. To krzyk, krzyk rozpaczy i strachu... Krzyk człowieka, to było pewne. Tylko skąd pochodzi? Następny, długi i nieprzerwany. Ile ja już przebiegłam? Patrzę się za siebie i rozumiem, że jakieś 8 km w głąb lasu. To wystarczająco dużo żeby człowiek na szosie nie usłyszał krzyku.
       Nagle bez zastanowienia biegnę w stronę odgłosu. Nie wiem co mnie napadło, ale myślę sobie, że pomogę człowiekowi, który najwyraźniej jest w niebezpieczeństwie. nie boję się tego co ma nastąpić, a później będę tego żałowała... Wiem o tym.
      Dobiegam do malutkiego domku w środku lasu i od razu przypomina mi się bajka o czarownicy, która zwabiała małe dziewczynki do siebie. Karcę się w myślach za moje durnowate pomysły. Cichutko podchodzę do okna w chatce, a widok w środku mrozi mi krew w żyłach. Widzę "człowieka", który pochyla głowę nad martwym ciałem chłopaka. Blady, oblepiony krwią potwór powoli odwraca wzrok. Szybko chowam się za ścianę, ale czuję, że jednak mnie zauważył. Mój mózg w tym momencie nie nadążał nad toczącymi się wypadkami. Instynktownie wzięłam zaostrzonego patyka do ręki,nie wiem skąd wiedziałam, że tym przedmiotem mogę się pozbyć tego stwora. Sekundę później walczyłam, a właściwie to próbowałam się bronić przed nim. Był nienaturalnie szybki i silny. Zwinny i gibki, nie miałam szans z nim wygrać. Pomyślałam sobie, że raz kozie śmierć i bez namysłu pchnęłam stwora kijem. Nie natrafiając na opór dźgnęłam go w klatkę piersiową. Widziałam zaskoczenie w jego oczach. Przewrócił się, a ja wbiegłam do domu i popatrzyłam na leżącego chłopaka. Jednak on już tam nie leżał. Siedział oparty o ścianę i trzymał rękę na szyi. Tryskała z niej krew, szybko porwałam moją koszulkę i kazałam mu trzymać mocno. Powiedziałam, że wezwę policję, pogotowie, a on mi odpowiedział czystym głębokim głosem:
-Nie trzeba, zaraz przybędą posiłki, nie bój się.-Myślałam, że on sobie żartuje. Ale gdy popatrzyłam na niego, zobaczyłam, że mówi poważnie.
-Nie, nie odrywaj rę...- Ale jak zobaczyłam, co się stało z jego raną to oniemiałam. Prawie nie było śladu do ugryzieniach, tylko dwie białe blizny. Tego już było za wiele, nie wytrzymałam i chciałam pobiec do drzwi, al on mnie złapał za rękę. Popatrzyłam się w jego prawie czarne oczy i pomyślałam, że nigdy nie widziałam tak ciemnych, ale za razem ciepłych oczu. Potem odpłynęłam, pamiętam tylko jak do domu wkroczyli mężczyźni w czarnych strojach.

Gdybym wiedziała co się stanie później, nigdy nie poszłabym za krzykiem. A może warto było? Przecież w końcu znalazłam kogoś kogo w tej chwili kocham ponad życie...



-------
Nareszcie skończony rozdział, szczerze powiedziawszy to moim zdaniem jest troszku za nudny, ale... Może się Wam spodoba.
Jeśli masz jakieś uwagi co do stylu, tekstu czy treści, albo jeśli podobało Ci się "wprowadzenie" to skomentuj. :)



~Julia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz